Urodzinowy Artezan Château.

Pewien polski, uznany browar rzemieślniczy zakupił i sprowadził do Polski dębową beczkę po winie Bordeaux, która stała się domem dla młodziutkiego piwa, ponoć uwarzonego w belgijskim stylu Dubbel. Tym browarem był Artezan, a piwko dojrzewało sobie w beczce przez jakiś czas. Premiera miała miejsce w połowie lutego 2013, w ilościach ściśle limitowanych. Jak ściśle? Powstało jedynie 240 butelek tego trunku, oraz napełniono nim tylko trzy kegi. Każda butelka otrzymała swój indywidualny numer. By dopełnić obraz „ekskluzywności” pozostaje mi jedynie dodać, iż Artezańskie piwka są generalnie niedostępne na południu Polski.

Artezan ChâteauArtezan ChâteauArtezan Château

Artezan to browar, a tak naprawdę ludzie, których ciężko rozgryźć. Z jednej strony (przynajmniej kiedyś) zależało im, aby tworzone przez nich piwa były pod każdym względem przystępne dla rosnącej rzeszy sympatyków ich działalności. Tym samym, ponoć gdy pewien sklep/knajpa wystawiła butelki Château na sprzedaż w cenie 20pln sztuka,  Artezani szybko wykonali telefon informując, że zakończą współpracę ze sklepem, jeśli ten będzie sprzedawał ich Château z takim przebiciem w postaci marży. Z drugiej strony jednak, oczkiem w głowie Artezana jest Warszawa i na południu Polski wręcz nie sposób doprosić sie możliwości zakupu beczki czy paru skrzynek butelek.

Nie miałem więc złudzeń, iż żeby zdobyć „swoją butelkę” przyjdzie poruszyć mi niebo i ziemię. Oszczędzę Wam jednak tego wyciskającego łzy opisu, jak to dzięki wielkiej przebiegłości i poświęceniu wszedłem w posiadanie butelki z numerem 155. Po prostu trafiło się ślepej kurze ziarno. Nie mniej jednak byłem z tego powodu tak szczęśliwy, że kupiłem tylko jedną butelkę (zamiast wszystkich dostępnych), tak by inni też mogli spróbować tego piwka. Taki dobry ze mnie chłopak był.

Artezan Château to piwo uwarzone w stylu określanym jako Flanders Ale lub Flemish Red. Jest to piwo typu Sour Ale, warzone głównie w Belgii. Podobnie jak piwa typu Lambic, piwo to często długo leżakuje (kilka – kilkanaście miesięcy), a przed rozlaniem mieszane jest z młodszą warką, w celu zbalansowania. Flanders Red Ale zazwyczaj mają silny, owocowy aromat i smak, gdzie najbardziej typowe aromaty to: śliwka, rodzynki, malina, a także pomarańcza oraz „ostrość” pochodząca zapewne od dębu beczki, w której jest leżakowane.

Artezan ChâteauArtezan ChâteauArtezan Château

Swoje Artezan Château, bottle no. 155 postanowiłem otworzyć w swoje urodziny.

Artezan Château

Piana: Kremowa, drobna, mało obfita, ale co dziwne – dość trwała. Osadza się na ściankach.

Barwa: Miedziano-brązowy. Przypomina trochę kompot. Duża klarowność

Zapach:  …zdradza już, że piwko będzie kwaśne. Jednak słodowość sprawia, że aromat nasuwa skojarzenia z aromatem słodkiego, deserowego  wina. Po nalaniu, przez chwilę unosi się drożdżowo-pieprzny aromat belgijskiego piwa. Ale potem, jest już owocowo. Między innymi jest śliwka oraz zapach przejrzałych ostrężyn. Najbardziej przykryta, jednak wyczuwalna jest bardzo pieprzna, trochę spirytusowa nutę dębu. Ogólnie zapach jest ciekawy, dobrze ułożony.

Artezan ChâteauArtezan ChâteauArtezan Château

Smak:  Biorę do ust kolejne łyczki i nie mogę się    nadziwić. Początek, pierwsza sekunda jest orzeźwiająca. Mimo swojego ekstraktu,  piwo jest dość wodniste, co w połączeniu z kwaskowatością potęguje wrażenie lekkości i orzeźwienia.  Chwilę potem do głosu dochodzi kwaskowatość. Jednak w porównaniu do innych Red Flanders Ale, np. tych których miałem okazję próbować na Birofilii, ten element nie dominuje piwa. Kwaskowatość jest taka jak trzeba. Jest idealna.

Mija kolejna sekunda i czujemy też pełnię oraz spiciness przypominającą tą z belgijskiego Ale. Finisz to owocowość, przechodząca, uwaga: w mięte(jako wrażenie; nie zapach albo „smak”) – zaznaczoną szczególnie na podniebieniu. Czuć też pieprzność dębu.

Pijalność aka ogólna zajebistość: Czytając recenzje piwa Artezan Château na blogach, na przełomie marca i kwietnia można było odnieść wrażenie, że za pół roku przyjdzie mi recenzować wyszukany, aczkolwiek niezbyt udany wynalazek. Jednak drożdże zamknięte w butelce(piwo jest refermentowane), ciężko pracowały przez te 7 miesięcy. To naprawdę udane piwo. Może jednak powinienem był wykupić wtedy wszystkie butelki?Artezan Château

P.S. Doszły mnie słuchy, że Artezani mają w planach wrócić kiedyś do swojego Château…

Reklamy

W międzyczasie. Yakima Red.

W międzyczasie, bo postanowiłem sobie dogodzić w te urodziny, co też niechybnie wyjdzie na jaw i to w dodatku na moim blogu. W międzyczasie bo „też czerwone”; w międzyczasie bo ostatnio czasu mało, by rozładowywać tą piętrzącą się kolejkę butelek, które czekają na swoją kolej, by uraczyć swoją zawartością moje podniebienie.Meantime Yakima Red

Tym samym wyjątkowo, bez przydługich wstępów, naciąganych metafor i pokrewnego arsenału środków stylistycznych w jakie obfituje mój blog.

Oto…

Yakima Red. Meantime Brewing Company.

Piana: Śnieżnobiała, średniopęcherzykowata, niezbyt obfita. Otrzymuje się kilka minut, osadza się na ściankach, zostawia cieniutki kożuszek.

Barwa: Rubinowa/malinowa miedź, klarowny.

Meantime Yakima RedMeantime Yakima RedMeantime Yakima Red

Zapach:  Na pierwszy plan wysuwa się aromatyczny chmiel przypominający zapach Pacific Pale Ale, King of Hops i innych „ejli” chmielonych między innymi amerykańskimi odmianami chmieli. Mamy więc „czysty” owocowo-kwiatowy  aromat i… tak naprawdę nic więcej. Zapach piwa często zdradza obecność słodu, tak jednak nie jest w przypadku Yakima Red. I niestety, jak przekonamy się biorąc pierwszy łyk piwa…

Smak: …po którym okazuje się, że słodu praktycznie nie ma. Tym samym brakuje ważnego elementu, który mógłby skontrować gorycz, która nie tyle jest silna, lecz garbnikowa, zalegająca i pozostawiająca po sobie mało przyjemny afterstaste. Poza tym piwko jest wodniste(zdecydowanie nie określiłbym go jako full body), posiada aromat popiołu (być może przetrzymano piwko za długo na grzałkach w trakcie zacieru lub warzenia? a może wynika to z użytych słodów? ciężko powiedzieć) oraz wędzonego słodu pszenicznego. Jest też lekko kwaskowate.Meantime Yakima Red

Ogólna zajebistość aka pijalność: Traktować należy to piwko raczej jako ciekawostkę. Może podejść fanom piwa grodziskiego. Reszta może śmiało odpuścić.