Cerevisia Triticea. Piwo historyczne.

Cerevisia triticea to określenie na najszlachetniejszy gatunek piwa produkowanego w Małopolsce, w XVI wieku, gdzie zasyp stanowiło 100% słodu pszenicznego. Cerevisia triticea to też nazwa mojego projektu, którego celem jest próba rekonstrukcji piwa warzonego w Krakowie, na początku XVII wieku, z tym, że „rekonstrukcja” to może nie być najszczęśliwiej dobrane słowo.

Etykieta Cerevisia Triticea

Etykieta zaprojektowana specjalnie dla mojego piwa.

Piwo uwarzyłem za pomocą współczesnego sprzętu, z dostępnych surowców i mając na uwadze XXI wieczne pojęcie pijalności piwa. Ostatecznie historyczna Cerevisia triticea lśniła na tle innych piw, ale należy pamiętać, że wg niektórych „70% piw była pozbawiona gazu, alkoholu i smaku – piwo było obrzazłe i kwaśne. Na różny sposób też „ratowano” takie piwo, dodając soli, rogu jelenia, świeżych jaj, itd. Na porządku dziennym był potas i kreda.”

Ale znajdziemy także relacje, które napawają raczej optymistycznie. Na przykład pod koniec XVI wieku niejaki Syreniusz w swoim dzienniku opisał dość dokładnie piwo w ówczesnej Polsce. Najbardziej cenione przez ówczesnych mu ludzi było piwo 100 % pszeniczne, odpowiednio dojrzałe i w miarę klarowne, a w smaku lekko kwaskowe.

Mając to na uwadze piwo uwarzyłem tak aby inspiracje z wielu źródeł historycznych oraz ich opracowań nie przyćmiły jego pijalności. Celowo także wybrałem sobie okres „przejściowy” w warzeniu piwa, gdzie powoli zaczęto odchodzić od warzenia piwa stuprocentowo pszenicznego, dodając do zasypu jęczmień. Tam gdzie ramy stylów się ze sobą mieszają, tam więcej miejsca na własne interpretacje.

Zanim jednak opowiem Wam jak kiedyś powstawało piwo, muszę wspomnieć o jeszcze jednym „krakowskim” piwie: cerevisia alba – czyli tzw „piwo białe”, które często znajdziemy wzmiankowane w różnych źródłach historycznych.

Różnica pomiędzy cerevisia triticea a cerevisia alba, była taka, że alba z założenia piwem lżejszym niż triticea. Być może osiągane to było poprzez niższy ekstrakt, a być może poprzez zmieszanie słodu pszenicznego z jęczmiennym w stosunku 2:1 lub 3:1.Dodatkowo, ponad 400 lat później ciężko też czasami rozstrzygnąć do jakiego „piwa” odnoszą się poszczególne wzmianki. Siłą rzeczy więc, inspirując się historią, zapożyczyłem sobie i z alby i z triticeji, a także z piwa warzonego po nich, z coraz mniejszym udziałem słodu pszenicznego.

Cerevisia triticea

„Wieniec” filtracyjny

Słód

Punktem wyjścia była dla mnie informacja, że zasyp stanowił 100% słód pszeniczny, a same piwo było jak pisał o nim Syreniusz, odpowiednio dojrzałe, w miarę klarowne, słodkawe i lekko kwaskowate.

Już na wstępie wymóg 100% zasypu słodu pszenicznego rodzi pewien problem. Słód pszeniczny nie posiada łuski, która niezbędna jest do ułożenia złoża filtracyjnego. Dlatego też, przeglądając sklepy internetowe z asortymentem dla piwowarów przeczytamy magiczne „może stanowić do 80% zacieru”. Stąd moja pierwsza konkluzja: albo kiedyś nie było takiego problemu, albo radzono sobie z tym w jakiś ciekawy sposób. Jak się okazało, oba przypuszczenia okazały się prawdziwe. Otóż używano kadzi filtracyjnej z fałszywym dnem, z wywierconymi otworami. Nad nimi układano słomiany, kilkuwarstwowy wieniec (preferowana była słoma żytnia, ale gdy tej brakowało, używano słomy z innych zbóż). Dalej postępowano już klasycznie.

Cerevisia triticea

Wieniec filtracyjny tuż po przyjęciu młóta.

W trakcie moich historycznych poszukiwań, natrafiłem także na inną ciekawą informację. Otóż spotkałem się z opiniami, że niegdyś słód pszeniczny miał inną postać od tej, znanej nam teraz i przypominał raczej nasz dzisiejszy słód orkiszowy. To skłoniło mnie do podjęcia decyzji, że zasyp w moim piwie będzie stanowić 100% słodu orkiszowego. Pozostała tylko jeszcze jedna kwestia. Na ile ten słód powinien być przesiąknięty dymem?

W tamtych czasach, pomieszczenie używane do suszenia słodu zwane było ozdownią, hozdownią lub ozdnicą, opalane były drewnem lub węglem drzewnym i naturalne było to, że słód wzbogacany był przez rozmaite dymne fenole, tak jak i spora część przygotowywanych wtedy artykułów spożywczych. Wątpliwości czy muszę lekko uwędzić mój słód orkiszowy (nie znalazłem go dostępnego w sklepach w takiej postaci, więc musiałbym to uczynić sam) rozwiała lektura Piwowara Domowego: „Do suszenia służyły zaawansowane techniczne piece, zapewniające końcowemu produktowi znakomite parametry. Słód krakowski nie miał dymnego posmaku.”

Chmiel

Pierwsze wzmianki o chmielu w Polsce pochodzą z XIII wieku. W XVI w. chmiel był już przedmiotem handlu wywozowego z Litwy, a Statut Litewski przepisuje surowe kary na szkodników w chmielnikach.

Cerevisia triticea

Po zakończonej filtracji. Czyli zdjęcie kuchni, którego absolutnie nie może zobaczyć Twoja lepsza połowa 😉

Najlepszy chmiel pochodził z Podlasia, z ziemi krakowskiej, sandomierskiej i kaliskiej, czyli tam gdzie udawały się także uprawy zboża. Szczególną estymą oczywiście darzono chmiel czeski. I to tam upatrywałbym, źródeł naszych chmielarskich tradycji. Na mój wybór chmielu w dużej mierze składało się rozumowanie oparte na tym jak chmiel czeski wraz z czeskimi tradycjami jego uprawy mógł znaleźć się w Polsce (gdyż jak udało mi sie wyczytać w Krakowie używano wyłącznie produkcji lokalnej) oraz na założeniu, że do najlepszego piwa sypano najlepszy chmiel. Tu przytoczę pewną ciekawą wypowiedź na ten temat:

Wojny husyckie (1419 – 1434) spowodowały emigrację znacznej liczby ludności Czech i Śląska na północ i wschód, głównie do przygranicznych rejonów Polski. Osiedlając się w przygranicznych miastach przyczynili się do rozszerzenia produkcji piwa i związanej z tym uprawy chmielu. Druga fala migracji miała miejsce po wojnie trzydziestoletniej (1618 – 1648) – następuje powtórny napływ Czechów i Niemców, ale nie tylko – również dużo ludności holenderskiej, od której wszyscy przybysze otrzymali miano „olendrów”. Pamiątką po nich jest charakterystyczne budownictwo wiejskie, w tym liczne wiatraki. Dla osadnictwa emigrantów w okolicach Tomyśla (obecnie Stary Tomyśl; Nowy Tomyśl jest młodym miastem, został lokowany dopierow XVIII w.) duże znaczenie miało darowanie im znacznych obszarów przez ówczesnego wojewodę wielkopolskiego Feliksa Szołdrskiego. Od roku 1692 powstały kolonie olenderskie Paproć, Gliny, Przytek, Kozilasek „…i kilka innych, w których niemieccy przybysze opuściwszy kraj swój Prusy przez wojskowością osiedlili się.” Czesi wraz z materiałem sadzonkowym przynieśli nowe umiejętności uprawy chmielu.

Oczywiście, nie znajdziemy i nie kupimy już chmielu nowotomyskiego. Ale istnieje jego „spadkobierca”, trochę zapomniany już i wypierany w niebyt chmiel Lomik. Tyle jeśli chodzi o wybór. Przy okazji jednak warto wspomnieć o dwóch istotnych sprawach: z dzisiejszej perspektywy nam wydaje się to oczywiste, ale czy stosowano w ogóle chmiel w piwowarstwie, w tym okresie? A jeśli tak, to czy poddawano go jakiejś obróbce, gdyż jak wiadomo, lubiono wtedy piwa słodkawe?

Co do obróbki – miało się to odbywać w specyficzny sposób. Chmiel często wysmażano / wygotowywano, „puki nie osłodnieje, aby piwo nie było gorzkie”. Oczywiście dodawano go również do kotła w postaci szyszek, jednak nie ceniono chmielu za to że objawia się w piwie w postaci goryczki, ale za to, ze pozytywnie wpływa na trwałość piwa.

Co do pytania czy w ogóle chmiel stosowano – istnieje teoria, że chmielić piwo w okolicach Krakowa (w ogóle w Polsce?) zaczęto dopiero w roku 1551, kiedy Król Zygmunt August dał przywilej dwóm cudzoziemcom: Negelinowi i Ulrychowi do ulepszenia i wdrożenia oszczędności w warzeniu piwa. Teoria bazuje na fakcie, iż wg niektórych wcześniej owszem wspomina się o uprawach chmielu, jednak nie wspomina się o nich w kontekście piwa. Przykładowo napisany przez Stefana Falimirza „O ziołach i o mocy ich”, Kraków 1534 w ogóle o piwie w kontekście chmielu nie wspomina.

Tak czy inaczej, moją Triticeą celuję w początki XVII wieku (1610), tak więc w moim przypadku Negelin i Ulrych być może zdążyli wprowadzić swe „poprawki” 😉

Drożdże

Cerevisia triticea

Złoże filtracyjne układa się.

Drożdże to największa zagwozdka. W numerze 12-stym „Piwowara domowego”, wyczytałem iż „w krakowskich piwnicach, w których fermentowano piwa, panowała stała, dość niska temperatura, nieprzekraczająca 11-12 stopni”, oraz, iż „próby przeprowadzania fermentacji dolnej (przez autora artykułu – dopisek Birofil) nie były raczej udane”.

Mój wybór padł na Wyeast 3056 Bavarian Wheat Blend, jako dość neutralne i zbalansowane jeśli chodzi o produkowane estry i fenole. Postanowiłem także fermentować piwo w temperaturze „ejlowej”, pozwalając nawet aby fermentujące piwo osiągnęło w fazie wysokich krążków temperaturę 24 stopni Celsiusza.

Warzenie

Warzenie Cerevisia Triticea, nauczyło mnie kilku rzeczy. Do najważniejszych zaliczyłbym regułę, iż nie należy przeglądać wyników World Beer Cup w trakcie podgrzewania zacieru do drugiej przerwy temperaturowej 😉

Jeśli nie interesują Cię szczegóły techniczne warzenia, możesz pominąć poniższy fragment i przejść od razu do podsumowania.

Oryginalnie zasyp miał stanowić 100% słód Orkiszowy, zacierany 30 minut w 64 stopniach oraz ponad godzinę w 74 stopniach Celsiusza. Ta druga temperatura oscyluje już niebezpiecznie blisko mashoutu, który chyba niechcący wykonałem próbując odszukać kategorię Grodzisza na World Beer Cup. Tak więc gdy po niecałych dwóch godzinach w temperaturze opadającej z, hmm,” temperatury zagapienia się”, próba jodowa wyszła czarna jak noc, postanowiłem dodać świeżą porcję słodu, a najbardziej ekstraktywnym słodem jaki miałem w danej chwili pod ręką był słód Pale Ale. Niestety nie udało się scukrzyć całej skrobi, czego wyrazem była mętność brzeczki tuż przed gotowaniem, a także warstwa „krochmalu” jaka zebrała się potem na dnie fermentatora. Ale tu wybiegam już trochę naprzód.

Cerevisia triticea

Mętna brzeczka tuż przed gotowaniem.

Kolejne potknięcie miało miejsce przy ocenie ilości słomy, jaką należy użyć do budowania złoża filtracyjnego. Jak wiadomo, słód pszeniczny nie posiada łuski, która mogłaby posłużyć do stworzenia takiego złoża, tak więc cała odpowiedzialność za filtracje młóta spada na wieńce utworzone ze słomy. I tu mały hint: w momencie, w którym uznasz, że załadowałeś już do „kadzi filtracyjnej” całkiem pokaźną ilość słomy, po prostu dodaj drugie tyle. Ja będąc już sporo do tyłu z czasem „odpaliłem” po prostu drugą „kadź filtracyjną”, odbierając część młóta z pierwszej kadzi, by przyspieszyć filtrację, która niemalże stanęła.

A dalej to już standard. Dodam tylko, że chmielenie miało postać:

 

  • 20g Lomik(4%) w 30 minucie
  • 20g Lomik(4%) w 40 minucie
  • 20g Lomik(4%) w 50 minucie.

Celowałem i osiągnąłem brzeczkę o wartości 13 BLG.

Podsumowanie

Cerevisia triticea

A tak wygląda Cerevisia triticea w pokalu. Mniam, mniam.

Mimo perypetii podczas warzenia (które mogły tylko wzmóc efekt zmętnienia), oraz pominięciem etapu fermentacji cichej(podczas, której piwo klaruje się) piwo wyszło bardzo klarowne, o słomkowej barwie, widoczne na zdjęciu. Raczej na pewno wyglądem nie przypomina tego z początków XVII wieku. Godząc się z tym faktem, postanowiłem jakby pociągnąć je w tym kierunku lagerując niektóre buteleczki w niskiej temperaturze kilku stopni, co dało bardzo pozytywne efekty.

Ogólnie piwo wyszło całkiem udane.

Warząc warkę numer dwa, cofnąłbym się w XIV – XV wiek. Słód Orkiszowy zostawiłbym jedynie jako mały dodatek. Podstawą byłaby pszenica z pewną ilością słodu typu Biscuit / Abbey.

Może w przyszłym roku znowu poproszę Was o dwie garście słomy 😉

Reklamy

Nie wiadomo czy żytni Litwin. Internetowi eksperci są podzieleni.

Na polskich podwórkach internetowych zwanych „forami” możemy znaleźć zaciekłe dysputy na temat czy piwo jest „żytnie”, lub czy tylko zawiera żyto, czy tez może wcale go nie ma. Importer tego piwa kiedyś pochwalił się, że Boiko to piwko żytnie, potem jednak zmienił zdanie i obecnie nawet nie umieszcza informacji o innym rodzaju słodu niż jęczmienny.IMAG0796 (Large)

Jeśli spróbujemy przepuścić stronę jednego z litewskich sklepów przez translator Google, używając strategii  „litewski -> angielski„, to wyjdzie nam,  oprócz zrozumiałego „barley malt” także „yeast malt„. Co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „słód drożdżowy”. Google w trybie „litewski -> polski” wariuje i nie wypluwa nic sensownego. Za to na stronie producenta, tą samą taktyką osiągamy informacje, że piwo jest „wzbogacone słodem żytnim”

Moje skromne doświadczenie w piwach żytnich / typu Roggenbier pozwala mi przypuszczać, iż rzeczywiście coś z tym żytem, może być na rzeczy ( ż,rz,ż,rz 😉 ) Mam tu na myśli ostrą nutę, która pochodzi najprawdopodobniej od drożdży, albo od żyta właśnie.  IMAG0797 (Large)

I. O. BOIKO

Piana: biała, średnio0pęcherzykowata. Obfita, ale raczej nietrwała, gdyż dość szybko opada do zera, nie pozostawiając nic na ściankach szkła.

Barwa: żółty, lekko zmętniały.

Zapach: Na początku przypalone mleko/ziemniaki oraz drożdże. Te ostatnie są tak intensywne, że najbliższe skojarzenie na określenie tego aromatu to „zatęchły”. Momentami jest też kwas izowalerianowy, czyli nasz ulubiony, pleśniowy serek.  Po dłuższej chwili mamy odrobinę banana.

IMAG0799 (Large)IMAG0805 (Large)IMAG0807 (Large)

Smak: Dość wodniste na początku.  Czuć bardzo duże wysycenie, po paru łykach piwko zaczyna się odbijać i to biorąc pod uwagę fakt, że szczególnie na początku przelewam piwo do szklanki tak aby móc ocenić pianę. Przy okazji piwo się odgazowuje, jednak nie w przypadku Boiko, który „odbija się” aż do „dna” butelki .

Da się wyczuć nuty kwaskowate i chlebowe. Boiko zostawia słodkawy, trochę ostry posmak (zapewne zasługa drożdży, dodatku słodu żytniego  oraz samego wysycenia). Im dłużej się je pije, tym staje się bardziej przyjemniejsze  – „podniebienie” przyzwyczaja się do ostrego posmaku, więc na przód mogą wysunąć się smaki i aromaty słodowe, co jest dla piwa korzystne.IMAG0811 (Large)

Ogólna zajebistość aka pijalność: Mam słabość do DUŻYCH butelek / puszek z piwem. Zawsze podobały mi się litrowe puszki piwa Faxe, a będąc w supermarkecie „muszę” pomacać 3-5 litrowe „puszeczki” z Lagerami. Nie inaczej jest w przypadku Bojko, gdzie litrowa butelka zamykana „zamkiem patentowym” wypada bardzo korzystnie.

To nie jest moje pierwsze Boiko. Uważam, że to piwo jest klasycznym przykładem, gdzie trunek traci na tym, iż jest niefiltrowany i niepasteryzowany.  Bojko to loteria, a to z tego względu, iż zanim to piwko ewentualnie dotrze do sklepu „specjalistycznego”  jest wystawiane na działanie niekorzystnych czynników dla piwa, takich jak światło i temperatura. I nikt się tym specjalnie nie przejmuje. A to i tak jest optymistyczny wariant, ponieważ piwko możemy także nabyć w Auchan / Real, gdzie „leżakuje” sobie na półce, aż do utraty terminu przydatności.

Pijcie zdrowotne piwo Grodziskie!

„Więc gdy te tak rozmaite piwa ponastawały, łowickie, gielniowskie, wąchockie piwa estymacją swoją straciły, wszedłszy w rząd piw pospolitych; grodziskie zaś słynęło coraz bardziej po Wielkiej Polszcze, tak iż szlachcic tam, który nie miał w swoim domu piwa grodziskiego, poczytany był za mizeraka albo za kutwę. Tej estymacji przyczynili mu wiele doktorowie, przyznając mu cnotę wód mineralnych. Jest to piwo cienkie i smakowite, głowy nie zawracające; doktorowie we wszystkich chorobach, w których zabraniają wszelkich trunków pacjentom, grodziskie piwo pić pozwalają, owszem w pewnych chorobach pić go każą.”Artezan Grodziskie

Tak o piwie Grodziskim pisał Jędrzej Kitowicz.  Także i ja darzę Grodzisza pewnym sentymentem. Związane jest to z tym, iż uważam, że Polacy bardzo niewiele wnieśli do tradycji piwowarstwa receptur unikalnych – takich otwierających drogę dla nowego stylu i znajdujących naśladowców w innych krajach i kulturach.  A Grodziskie właśnie, produkowane w Wielkopolsce prawdopodobnie od czasów średniowiecza to taki ewenement.  Gdyż eksperymenty z produkcją piwa grodziskiego podejmowane są przez małe browary w krajach Skandynawii, Czechach,  a poza Europą, także w Stanach Zjednoczonych Ameryki i Kanadzie.

I co typowe dla takich rzeczy w polskim wydaniu: na chwilę obecną w Grodzisku Wielkopolskim nie warzy się piwa. That’s right. Być może ulegnie to zmianie za pośrednictwem browaru Fortuna, jeśli dopisze mu *szczęście* i  zrealizuje plany reaktywacji browaru (2014 rok), ale oddechu bym z tego powodu nie wstrzymywał.

Plakat_-_piwo_grodziskie

Co jak co, ale gościu „zdrowotnie” jakoś mi nie wygląda 😉

Do tego czasu pozostaje popatrzeć i posmakować jak z odtworzeniem receptury Grodziskiego radzą sobie małe browary z Polski i zza granicy, a także piwowarzy domowi. A receptura – ta historyczna – jest nie byle jaka. Z tego co wiadomo o procesie, piwo Grodziskie warzone było prawie wyłącznie z użyciem słodu pszenicznego, wędzonego z użyciem drewna bukowego lub dębowego  oraz przyprawiane chmielem z lokalnych (wielkopolskich) plantacji. Fermentowało stosunkowo krótko w temperaturze od 15 do 20 stopni, po czym, przed rozlaniem do butelek klarowano je karukiem, wytwarzanym z pęcherzy pławnych ryb jesiotrowatych.  Jakby pracy przy produkcji  było mało, do butelek piwo rozlewano wraz z dodatkiem specjalnego szczepu drożdży charakterystycznym dla Grodziskiego, po czym butelki leżakowały przez około miesiąc, zanim trafiały do sprzedaży.

Oprócz butelki Grodziskiego od Artezanów, którą przywiozłem z festiwalu Birofilia 2013, na samym festiwalu udało mi się posmakować jeszcze dwóch innych Grodziszów od piwowarów domowych. Każdy z tych Grodziszów miał coś miłego do zaoferowania. A jeden z nich był leżakowany szczególnie długo, bo ponoć prawie trzy lata (zaskakujące jak na tak lekkie piwo). No ale do rzeczy.

Piwo Grodziskie. Artezan.

Piana: Dość obfita, śnieżnobiała, raczej drobna i nawet trwała. zostawia nieregularny kożuszek i ładnie osadza się na ściankach szklanki.

Barwa: Słomkowy, opalizujący / lekko zmętniony.

Artezan GrodziskieArtezan GrodziskieArtezan Grodziskie

Zapach: Rześki i przyjemny. Lekko drożdżowy i wędzony (węgiel drzewny).

Smak: Na początku niepozorny i wodnisty, po chwili kwaskowaty i lekko słodowy, by na finiszu zaatakować  goryczką wędzonego słodu, która po części zostaje w aftertaste, ale nie zalega. Generalnie wędzoność jest jedynie miłym dodatkiem, nie dominuje piwa w żaden sposób. Wysycenie średnie.Artezan Grodziskie

Ogólna pijalność aka zajebistość: Piwo lekkie i bardzo orzeźwiające, jednak nie pozbawione „pazurka” – smaku i aromatu otrzymanego dzięki zastosowaniu słodu dymionego. Piwko znika z kufla w zastraszającym tempie. Każdy łyk piwa woła o następny.  Śmiało można mu nadać miano „sesyjności”. Grodziskie mógł by być napojem, o którym marzy się wracając z pracy, w upalny dzień. Niestety nie jest trywialne w produkcji, wymaga więcej pracy niż niektóre inne piwa – co ma i będzie miało przełożenie na etykietę z ceną, którą zobaczymy na butelce. Jeśli jednak Artezani będą okazjonalnie ważyć Grodzisza, to na pewno będę do niego wracał.

Powitajmy lato. Witem oczywiście.

Producent St. Bernardus Wit raczy nas taką oto zajawką. Prosto z etykiety: Niefiltrowane pszeniczne Ale zostało stworzone przy udziale Pierre Celis, „ojca chrzestnego Witbiera”. Piwko nawiązuje do oryginalnej receptury, która przyczyniła się do sukcesu belgijskiego piwa Wit, kiedy znaleziono balans pomiędzy słodyczą a kwaskowatością, okraszając go nutami cytryny/cytrusów oraz kolendry.

St. Bernardus WitSt. Bernardus Wit
A nieco więcej o samym gatunku: piwo zyskało swoją nazwę dzięki zawieszonym w nim drożdżom oraz białkom, które sprawiają, że piwko wygląda mętnie lub nawet mlecznie, jeśli jest mocno schłodzone. Jest potomkiem średniowiecznych piw, które nie były przyprawiane chmielem, lecz różnymi mieszankami ziół („Gruit”). Ponoć sam Kopernik raczył się piwem uwarzonym w tym stylu, a ostatnio Browar Kormoran wyszedł z inicjatywą aby takie piwko na nowo odkryć i wypuścił własną wariację na temat Gruita, przyprawionego lawendą. Ciągle biegam za nim po sklepach i nie mogę znaleźć.

St. Bernardus Wit, Belgian Abbey Ale.

St. Bernardus Wit

Zabawne, odkręcam ostrożnie, tak jakbym „obsługiwał” butelkę wina musującego. Kurek wychodzi ciężko, słychać głośne „pyk!”. Oczywiście (i na szczęście) nic gwałtownie nie wylewa się z butelki.
Piana: Drobna, biała, imponująca i obfita. Utrzymująca się.
Barwa: Piwko jest żółte i lekko mętne.
Zapach: Drożdże, przyprawy (kolendra…), perfumy, trochę kwasu izowalerianowego (ser pleśniowy/stare skarpety). Skórka pomarańczy. W tej kolejności.
Smak: Orzeźwiające, pełne jeśli chodzi o słód, lekko kwaskowate. Raczej nieduże wysycenie, co w połączeniu z innymi walorami sprawia, że piwko jest subtelne, wręcz aksamitne w odbiorze. Aftertaste, lekko pieprzny i trochę mydlany, ale generalnie na plus.

St. Bernardus Wit
Ogólna zajebistość aka pijalność: Piwko jest lekkie w odbiorze, jednocześnie na tyle złożone, żeby nie wiało nudą. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego dostało 93 BA / 99 BROS (na 100 możliwych) na beeradvocate  oraz 95 overall / 99 w danym stylu na ratebeer. Ja nie jestem nim tak zachwycony jak „populacja piwoszy jednocześnie używająca Internetu”. Liczby zawsze spłycają, ale dałbym temu piwu 80-85 jeśli przyjmiemy skalę 0-100.

Zakończę dygresją: jeśli już t0 marzy mi się Pinta Viva la Wita, ale taka jak w dniu premiery. Niestety tegoroczna warka, przywołuje jedynie miłe wspomnienia i świadomość, że to nie to samo.