Co warto przywieźć wracając z wyprawy łupieżczej zza południowej granicy?

W ostatnim swoim poście opisałem jak „wakacyjna” aura może przekładać się na smak tego co pijemy.  Było też o czeskich piwach, tak dość ogólnie, bo nie padły żadne nazwy. Z tego powodu postanowiłem napisać coś dla kogoś kto wybrałby się do Czech i akurat słońce by nie dopisało. Smak świadomie wybranego piwa ten mankament niepogody, nadrobi.  Ale zanim zacznę nobilitować bądź strącać w czeluście piekieł kolejne czeskie browary, najpierw: tradycyjny, nudny i przydługi wstęp, który tak bardzo kochacie 😀

Samson 1795

Samson 1795

Frist thing first, wyprawa do Czech to nie wyprawa po Złote Runo. Samo przekroczenie granicy nie zmieni praw rynkowych, gdzie konsument kupując jakiś produkt patrzy często przede wszystkim na cenę. Ta cena z kolei dyktuje jak piwo dla takiego konsumenta jest robione. Nie należy wspinać się ze swoimi oczekiwaniami na Mt. Everest, gdyż moim nieskromnym zdaniem znakomita większość czeskiego piwa jest tylko najwyżej poprawnie przeciętna. Niemal każde czeskie piwo jest do siebie bardzo podobne, a wspólnym mianownikiem jest coś co określiłbym mianem „czeskiej szkoły chmielenia piwa”. Chodzi mi o ten trochę zatęchły, „duszny” posmak chmielenia, tak charakterystyczny dla piwa z Czech.  Zwyczajnie, najpewniej Czesi mają pod tym względem inne gusta niż Polacy i nie inaczej ma to odzwierciedlenie w tym charakterystycznym lekko goryczkowym posmaku , jaki  można odnaleźć w wielu piwach zza południowej granicy.  Ot, cała magia i bynajmniej nie używałem w tym kontekście wyrażeń pejoratywnych. Po prostu, taka jest specyfika tego piwa.

Nie mniej jednak, jeśli chodzi o czeskie piwa to bardzo podoba mi się fakt eksponowania informacji na etykiecie na temat zawartości ekstraktu w piwie. Nierzadko widzimy więc pisane „dużą czcionką” 10°, 11°, 12°, 14°, 16° i tak dalej. Fajna sprawa, bo już na wstępie daje nam to pewien ogląd na temat zawartości samej butelki.  W Polsce, jeśli się coś eksponuje to niestety raczej zawartość alkoholu. Podoba mi się jeszcze jedna rzecz u naszych południowych sąsiadów:  nie trzeba w Czechach szukać żadnego „świata alkoholi” z bardziej niszowym piwem, aby móc sobie ściągnąć z półki coś innego niż oklepane „jasne pełne”.  Nie ma szału, ale jest o wiele lepiej niż w Polsce, gdzie często uzupełnia się monotonny asortyment piwem z Litwy, Ukrainy, Rosji, Czech.

Holba Šerák

Holba Šerák

A zatem, co warto przywieźć  z Czech?  Zanim się na ten temat rozpisze wypadałoby na początek powiedzieć parę słów o realiach. Wygląda to tak, iż jeśli nie trafimy przypadkiem na lokalną inkarnację „Koneser – świat piwa” przyjdzie nam najpewniej dokonywać zakupów w Billi albo w Kauflandzie – popularnych sieciach supermarketów w Czechach. Tym samym nie znajdziemy tam piw z browarów Kocour, Matuška czy innych producentów  tworzących ambitne piwo. Będzie to mainstream. Tak jak pisałem we wstępie, nie nakręcajmy oczekiwań.

Zacznijmy nieco kontrowersyjnie, bo od odesłania do pierwszej lepszej recenzji piwa Samson 1795 znalezionej w Internecie. Jeśli chciało się wam otworzyć link, to mogliście zobaczyć, że Samson jak widać: może smakować. Mając ten dość istotny niuans na uwadze, zaserwuję Wam teraz najlepsze: w Tesco, jeśli mnie pamięć nie myli, można kupić Samsona za około 3,5PLN. Za bardzo nie odbiega chyba od ceny Heinekena czy Carlsberga.  Co jednak zabawne, w czeskim Kauflandzie ta sama butelka kosztuje 9,90CZK(sic!). I jakby tego było mało, niedawno w promocji  zauważyłem Samsona po 5,90CZK. Tak, zgadza się.  To niecała złotówka.  Tym samym stwierdzenie, ze życie potrafi być °przewrotne° nabiera w tym przypadku nowej głębi, którą poznacie po degustacji piwa za złotówkę, nabytego w polskiej sieciówce. Fuck yeah, nie przewróćcie się.

Podobnie ma się sprawa z dostępną w Polsce, a nagradzaną w samych Czechach Holbą, którą w Kauflandzie nabędziemy za około 12,5CZK, a polskim „dużym” Tesco za niecałe 5 pln.  Pomijając Samsona 1795, który może być nieco dyskusyjny, Holbę  mogę już bez oporów polecić. A w szczególności Holbę Šerák.  Co ciekawe browar z Hanušovic może pochwalić się stroną internetową również wersji w języku polskim.  Warto poklikać.

Ježek

Ježek

Okej. Mamy więc już dwa piwka, co do smaku których możecie się przekonać,  nawet jeśli nie mieszkacie niedaleko granicy z Czechami. Wystarczy Tesco, najlepiej to w wersji „hiper”, gdzie jest nieco większy asortyment. Po resztę trzeba się już niestety pofatygować, lub wygrzebać w ofercie jakiegoś sklepu internetowego.

Trzecia pozycja na mojej liście to Ježek. Bardzo niepozorne piwo sądząc chociażby po etykiecie oraz zawartości ekstraktu – niby tylko „jedenastka”. Tym większe napotkacie zaskoczenie po rozpoczęciu degustacji.  To co urzekło mnie w tym piwie to fakt, że w przeciwieństwie do swoich wielu braci z gatunku svetly leżak, Ježek  NIE JEST piwem płaskim, jednowymiarowym. Ten fakt przesądza też o niesamowitej pijalności. Mógłbym użyć wielu porównań do innych marek / gatunków, ale ponieważ już siedzimy w czeskich klimatach… jeśli zamówicie Pilsnera Urquella  w dobrej restauracji (czytaj: gdzie będą mieli dobrą beczkę) będziecie mogli doświadczyć podobnej harmonii goryczy chmielu kontrowanej słodem, co pijąc „Jeżyka”. Ježeka niestety nie spotkałem „luzem” na półce w Billi / Kaufland , ale wchodzi w skład zestawów Cesta pivních znalců” dostępnych oczywiście we wspomnianych wcześniej sieciówkach. W Polsce dostępny także między innymi w Piwotece.

Cesta pivních znalců

Cesta pivních znalců

Punkt czwarty to właśnie CPZ.  „Cesta pivních znalců” można przetłumaczyć jako „koneserzy piwa”.  To zdaje się inicjatywa mniejszych browarów, która powstała po to by zaistnieć w świadomości konsumentów, i tym samym otworzyć sobie drogę do konkurowania z nimi.  Za cenę 100 – 130 koron otrzymujemy siedem różnych piw w gustownym kartonowym opakowaniu, które zostały dobrane ze sobą, ze względu na jakąś wspólną cechę,  np. typ użytych drożdży, jęczmienia, kolor, wysycenie i tak dalej.  Dla kogoś kto ciągle „poszukuje”, taki zestaw to fantastyczna sprawa.

Na koniec zostawiłem sobie Primatora, z browaru Náchod. Primator to świetny przykład na to, że nie potrzeba znowu tak wiele aby zróżnicować swój produkt, dzięki czemu można zaoferować coś przystępnego dla szerszej grupy odbiorców. Albo… trafić na mój blog (nie wchodząc w szczegóły jakiej rangi jest to obecnie zaszczyt 😉 Zostawiając tą dygresję na boku znalazłem użyteczną stronę gdzie znajdziemy trochę etykiet Primatora wraz z opisem piwa, w języku angielsku.

Jak widzicie, nawet Lager nie musi być nudny. Primator 16° Exclusiv, Primator 24° Double, Primátor 21° Knight’s Lager… i tak dalej. Co więcej, w ofercie znajdziemy Primátor English Pale Ale, a także zdaje się nowość (nie uwzględniony w spisie etykiet) Primator Stout. I tutaj, warto nieco zwolnić opowieść, a nawet się z nią na chwilkę zatrzymać. To niecodzienne, że kupiłem piwo z napisem „Stout”, w supermarkecie Kaufland. I nie jest to piwo importowane, tylko rodzima produkcja.  A także – Primator to NIE jest to browar rzemieślniczy.

Primator Stout

Primator Stout

Tym samym mam nadzieję, że jesteście ciekawi jak smakuje 😉 W następnym moim poście przekonamy się chociażby czy Primator Stout zasługuje na miano Stouta, czy nie jest jakimś farbowanym Dark Lagerem. W tym celu zestawie go wraz z premium Dark Lager:  Master Tmavy.

P.S Jakiś czas później napisałem o zakupach w Czechach raz jeszcze. Zapraszam tutaj: https://birofil.com/2013/08/04/o-tym-co-warto-przywiezc-z-czech/

Smaki wakacji. A może tylko przydługi esej o czeskim piwie. I nie tylko.

Svejk

Wojak szwejk 😉

Możecie się z tym zgodzić lub nie, ale uważam, że utarło się wśród nas Polaków przekonanie, że Czesi mają dobre piwo. Do tego stopnia, że „czeskie piwko” lub „piwo z Czech” to już czasami związki frazeologiczne, których używa się aby podkreślić rangę danego złotego trunku. Potocznie rozumiemy, że „czeskie piwko” to lepsze piwko. Tak samo kiedy przekraczamy naszą południową granicę by spędzić  u Pepików weekend bądź urlop, towarzyszy nam często ta miła myśl, że siądziemy sobie gdzieś pod parasolem i wychylimy zimnego  Radegasta, Staropramena, Złotego Bażanta… myśl, od której trudno jest się opędzić. Przyznam się bez bicia, że sam też nigdy nie odmawiam sobie przywiezienia kilku butelek, gdy zdarza mi się jechać do Czeskiego Cieszyna po artykuły spożywcze, których nie ma w Polsce, a które sobie szczególnie upodobałem (plus obowiązkowy obiad na dworcu w Cieszynie – Ohnivé maso).

mythos

Wakacyjny Lager 😉

Z innej nieco beczki, niespodziewanie „stojącej” jednak niedaleko tematu z pierwszego akapitu:  miło wspominam sobie czasy, kiedy w moim mieście – Bielsku-Białej, funkcjonował jeszcze sklep „Koneser – świat piwa”.  Regularne wizyty w tym sklepie oraz pozostawiona tam spora ilość gotówki ewentualnie uczyniły mnie świadomym konsumentem piwa. Czyli takim, który posiada pewne rozeznanie jeśli chodzi o producentów, gatunki piwa oraz przykłady dobrej oraz spartaczonej roboty w tym zakresie. Oprócz fantastycznych rzeczy, które pojawiały się w asortymencie wspomnianego sklepu, co jakiś czas (jak się dowiedziałem – na specjalne życzenia klientów) pojawiały się piwa z Grecji, Chorwacji i innych zakątków, nazwijmy to „Morza Śródziemnomorskiego”.

Tak się złożyło, że ja, w poszukiwaniu swojego Złotego, piwnego Graala, raz po raz nie mogłem odmówić sobie zakupu butelki takiego „południowego” lagera, zastanawiając się przy tym jednocześnie, co myśleli sobie moi rodacy, którzy za pośrednictwem sklepu „Koneser” sprowadzali sobie lagery z Chorwacji  w cenie  6 – 8 PLN za butelkę.

ozujsko

Mamy i Chorwata 🙂

Aż pewnego razu mnie olśniło. Doznałem iluminacji, i uświadomiłem to sobie: „smaki wakacji”. To oczywiste przecież, że jeśli  opuścimy sobie na 2 tygodnie nasz szarobury kraik i już po zostawieniu walizek w hotelu,  w drodze na chorwacką plażę, w słoneczny dzień, zahaczymy o ichniejsze Tesco i zakupimy 4ropak zimnych sikaczy…  to choćby nie wiem co, będziemy potem opowiadać znajomym jak te cztery dawki  ambrozji,  to cudowne piwo było dla nas niczym strumień szczęścia rozpoczynający swój bieg na styku ust i butelki, który płynąc przez nasze spragnione podniebienie, pomagał nam  tworzyć definicję „poczucia relaksu”. Poczucia relaksu w Chorwacji ma się rozumieć. Albo w Grecji. Albo  w innym „ciepłym kraju” na który odwiedzenie,  niektórych Polaków, ewentualnie jeszcze stać.

good-soldier-svejk

I jeszcze raz: Szwejk.

„Lagery z ciepłych krajów” nigdy nie pojawiały się  w sklepie Koneser dwa razy.  Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu amatorzy tych trunków nie mogli się  doszukać w nich tego specyficznego „czegoś”, tej zajebistości lipca bądź sierpnia, tego „smaku wakacji”.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania ciekawi mnie na ile w tej naszej polskiej – czeskiej fascynacji,  pierwiastka „smaku wakacji”. Tego samego, jakiego próbowali się doszukać niektórzy bielszczanie sprowadzając sobie lagery z Chorwacji. Na ile czeski Svetly Lezak rzeczywiście odstawia piwa z Polski. Oczywiście swoje zdanie na ten temat posiadam. Mimo to jednak ciekaw jestem jak wypadałyby blind testy, gdyby odwiedziło się kilka popularnych knajp w Bielsku, gdzie leje się ŻywcoTyskiegoLecha. I porównano by w takiej knajpie polskie piwo wyszynkowe do Svetlego Lezaka prosząc jednocześnie przeciętnego kipera o wskazanie „piwa lepszego”.  Mogłoby by być ciekawie.